czwartek, 15 października 2015

Cape Cod!

Witajcie!!
Tak, wiem! Powinnam się wstydzić. To już ponad dwa miesiące jak wróciłam z Vegas, a tu nadal nie ma nawet jednej nowej notki, ale ja wciąż czekam na resztę zdjęć. Notkę dedykuję Anecie, dzięki której post w ogóle się pojawia - gdyby nie je "a gdzie w końcu nowa notka?!" nie miałabym motywacji czegokolwiek dodawać...
Chciałabym dodać zdjęcia z niezapomnianego Cape Cod - półwysep i najbardziej wysunięte na wschód miejsce Massachusetts. Wraz z Hanną i dwiema zagranicznymi koleżankami udałyśmy się tam ... dawno dawno temu, na początku września XD Choć trzeba było wyruszać o 6 rano, nie żałuję niczego :D

Na początku pojechałyśmy do Provincetown, które jest całe przystrojone w kolorowe flagi, a heteroseksualnych i transwestytów można spotkać na każdym rogu. Ma to swoje uroki ;P
Byłyśmy na Pilgrim Monument - wieża, z której zobaczyłyśmy panoramę pięknego półwyspu.























Po Provincetown czas na plażę Herring Cove! Tam w końcu poczułam, że odpoczywam! Nic tylko leżing, plażing, smażing ;)











Wieczorem pojechałyśmy na zachód słońca do Chatham. A raczej chciałyśmy zobaczyć tam zachód słońca. Byłyśmy tak głodne, że poszłyśmy coś zjeść, a po powrocie na plaże słońce już prawie całkiem zaszło za drzewami. Ale za to miałyśmy inną atrakcję w postaci pełni księżyca.















piątek, 24 lipca 2015

Rajzefiber - czyli jak przeżyć dzień z supłem nerwów w brzuchu

TO JUŻ DZISIAJ! Już dzisiaj o 7.29 wylatuje mój samolot do Vegas! AAA! Od kilku dni ciężko jest mi zasnąć.
Dzisiaj popracuje tak jak zwykle do 17, a potem hostka zawozi mnie na lotnisko i WITAJ, O KRAINO WIECZNEJ SZCZĘŚLIWOŚCI!

Aby jednak mieć co ze sobą zrobić tego ranka postanowiłam dodać notkę. Drobne wspomnienie z wspaniałego weekendu, gdy to Connecticut odwiedziło swoją sąsiadkę Massachusetts.
Kasia przyjechała do mnie w piątek wieczorem (czerwiec). Pokazałam jej Boston Harbor, nacieszyłyśmy się zachodem słońca i wróciłyśmy do mnie, gdzie oczywiście plotkowałyśmy. Następnego dnia: przystanek Boston i Cambridge! W niedzielę planowałam zabrać ją do Polskiego Kościoła w South Boston na mszę, ale przez "skypowanie" z naszą siostrą z Vegas poszłyśmy spać po 3 w nocy. Jak można się domyśleć, nie udało nam się dojechać do Bostonu na 11 :D Ale zjadłyśmy pyszny lunch/obiad w Polskiej restauracji - pierogi ruskie i placki ziemniaczane. Tak, niby takie proste dania, a tak się za nimi tęskni. Popołudniu Kasia już musiała wyjeżdżać, ale nie ma o co płakać, w końcu jeszcze DZISIAJ spotkam się i z nią i z Sandrą! (Vegas, baby, Vegas!!)













 Zakończenie sobotniego dnia: Marry-Go-Round!


A tutaj trochę więcej zdjęć z morskiej wyprawy ;)